
Czy wybierając vintage jesteśmy eko?
Granice wzrostu
Wszystkie wielkie cywilizacje przed nami upadały zazwyczaj z jednego powodu: nie potrafiły poradzić sobie z pozyskiwaniem i gospodarowaniem surowcami. Stawały się zbyt duże, zbyt zachłanne. Zasoby się wyczerpywały, pojawiały się niedobory, głód i bunty, albo niszczyły środowisko do tego stopnia, że przy najmniejszych zmianach klimatu nie były już w stanie przetrwać. A klimat zmienia się nieustannie – to nie jest zjawisko odnoszące się wyłącznie do naszych czasów.
Obawiam się więc, że dziś stoimy na progu podobnego kryzysu. I nie jest to wizja katastroficzna – tak po prostu wynika z danych i statystyk.
Nie będzie to jednak materiał ani historyczny ani antropologiczny, lecz raczej krótki tekst o tym, co robimy i jaki ma to wpływ na środowisko.
Mid century modern kontra planowane starzenie
Czy vintage to tylko modne słowo i greenwashing?
Nie – wszystko, co ma drugie życie, wszystko co jest używane ponownie i pozwala wydłużyć cykl życia produktu, realnie zmienia naszą przyszłość. To ma wpływ na to, jak będziemy żyli za 50 lat.
Od drugiej połowy XX w, a szczególnie od początku XXI w. mieliśmy do czynienia z postarzaniem przeróżnych produktów, czyli celowym skracaniem okresu ich używalności w celu wprowadzania nowych wersji. Koncerny wydawały olbrzymie sumy na kampanie przekonujące, że coś już jest już niemodne, niefajne albo po prostu produkowały przedmioty w taki sposób, by zużywały się szybciej.
Ta strategia ma sens z punktu widzenia właściciela fabryki, której taśma produkcyjna musi działać bez przerwy, by sprzedawać ogromne ilości rzeczy, które najlepiej jeśli psują się jeden dzień po okresie gwarancyjnym.
Traci jednak na tym zarówno środowisko, jak i końcowy klient (mniej lub bardziej tego świadomy).
Krzeseł podobno mamy już wyprodukowane na kolejne pokolenia. Gdyby rozdać je wszystkie każdy człowiek na planecie mógłby mieć swoje krzesło i jeszcze zostałoby dla naszych dzieci, a produkcja przecież nie zwalnia.
Inny system wartości
Zupełnie inne ideały przyświecały producentom z okresu mid-century. W latach 50 i 60. XX w. praca fizyczna i rzemiosło były cenione, dobrze opłacane (co zresztą dziś wraca ze zdwojoną siłą) i dawały poczucie dumy z własnych umiejętności. Globalizacja nie miała jeszcze tak szerokiej skali, więc produkcja trafiała głównie na lokalne rynki. Zdarzało się, że producent danego mebla i końcowy konsument pili kawę w tym samym barze.
W takiej sytuacji nikt nie chciał wypuszczać tandety – produkcja nie była anonimowa i miło się było pochwalić tym co się zrobiło. this is what we made.
Dziś lubimy wymieniać nazwy duńskich fabryk z małych miasteczek, (Soborg, Randers, czy Silkeborg), aby dodać meblom jeszcze więcej wartości i znaczenia. W tamtym czasie wysoka jakość była standardem nawet w takich małych mieścinach. Wszechobecna idea była taka, żeby produkować meble porządne, przeznaczone na długi czas, najlepiej na całe życie użytkownika, może nawet dłużej).
Trzeba pamiętać o jeszcze jednym: w tamtym okresie dostęp do surowców był niemal nieograniczony, zwłaszcza do wysokiej jakości drewna. Dziś to już nie jest takie proste, a na pewno is jest bardzo kosztowne.
Produkcje z połowy wieku oferują więc nie tylko wysokiej jakości rzemiosło, ale też materiały.
Vintage - co to takiego?
Słowo “vintage” pochodzi ze świata winiarstwa. vintage comes from the world of winemaking. Pierwotnie termin ten odnosił się do konkretnego, dobrego rocznika wina, szybko przeszedł jednak do świata mody, a potem również do wnętrzarstwa. Oznacza przedmioty starsze niż 20 lat.
Jeśli zwrócimy uwagę na fakt, że ten trend zaczął się rozprzestrzeniać w latach 80 i 90, to na pewno odzwierciedlał on tęsknotę do jakości i długowieczności - właśnie wtedy produkcja masowa zaczęła się przenosić do Azji.
Vintage nie jest kolejnym terminem z greenwashingu, lecz autentycznym zamiłowaniem do jakościowych przedmiotów z przeszłości, które niosą olbrzymie korzyści dla środowiska i konsumenta.
Przede wszystkim wybieramy jakość, nie ilość. Jeśli kupujemy jeden piękny stolik, niech on z nami pozostanie na dłuższy czas albo nawet na zawsze. Jeśli policzymy ile stolików niskiej jakości wyrzuciliśmy, bo się rozpadły, może się okazać, że wystarczyłoby na kupno jednej pięknej i trwałej rzeczy.
Wybierając meble vintage, pomagamy też odetchnąć lasom i nisko opłacanym pracownikom fabryk w Chinach (oraz w innych krajach). Nie dokładamy się też do hałd śmieci. Swoją drogą cały czas na nie narzekamy, ale nie zastanawiamy jak to się dzieje, że one wciąż rosną.
Przepełnione wysypiska śmieci niedługo będą naszym największym problem - zobaczmy ile wyrzucamy, te śmieci nie znikają, trzeba je gdzieś zakopywać, gromadzić. Ogromna ich ilość nie jest możliwa do przetworzenia.
Wybór vintage, to wybór ekologii i myślenia perspektywicznego. I to tej prawdziwej, przemyślanej ekologii, a nie greenwashingu z wizerunkowych reklam banków.
A good example of sustainable development and the circular economy has been proposed by the European Parliament. The direction is ambitious, but in my opinion it is also inevitable — economically as much as environmentally.
Więcej możesz przeczytać tutaj:
Gospodarka o obiegu zamkniętym: definicja, znaczenie i korzyści
Przyszłość: odzysk i upcycling
Z powodów geopolitycznych i gospodarczych możemy być w pewnym sensie skazani na vintage. Tania produkcja w Azji się kończy - tamtejsze społeczeństwa już nie chcą pracować za grosze, rozwijają swoje własne duże rynki wewnętrzne, co więcej rozpoczęły się wojny celne, które powodują podniesienie cen importu wszystkich tanich mebli, ubrań i gadżetów.
Być może więc warto inwestować w vintage teraz, dopóki mamy spory wybór, a ceny wciąż są jeszcze rozsądne (choć rosną bardzo szybko).
Będziemy zapewne też rozwijać coraz więcej technologii odzyskiwania najcenniejszych materiałów, a świat designu coraz częściej będzie sięgał po upcykling. Oby był on jak najładniejszy i jak najlepiej przemyślany.
My ze swojej strony próbujemy już upcyclingu, najbardziej zniszczonych lub niemożliwych do uratowania mebli.
Oceńcie sami czy to ma sens. Będziemy wdzięczni za komentarze.
Adam Krzemiński,
e-mail: shop@futureantiques.eu
tel.: 502 320 271

Adam Krzemiński - CEO
Adam Krzemiński ukończył prawo, jednak pasja do archeologii skierowała go ku odnajdywaniu i renowacji mebli, które traktuje jak artefakty historyczne. Zaczynał od restaurowania antyków w Europie i Stanach Zjednoczonych, lecz szybko skoncentrował się na obiektach z XX w. W 2014 roku założył firmę Futureantiques, specjalizującą się w meblach i oświetleniu z okresu mid-century modern. Do dziś przedmioty z kolekcji Futureantiques trafiły do domów klientów z ponad 27 krajów, 400 miast i czterech kontynentów.






